Anna Guzik rzadko opowiada o mężu. Teraz zrobiła wyjątek
Choć Anna Guzik od lat jest obecna w polskim show-biznesie, konsekwentnie oddziela życie zawodowe od prywatnego. Dlatego jej osobiste wyznania należą do rzadkości. W najnowszej rozmowie z Plejadą aktorka uchyliła jednak rąbka tajemnicy i opowiedziała o relacji, która od lat daje jej szczęście. Wszystko zaczęło się podczas wyjazdu do Witowa, gdzie wybrała się, by nauczyć się jeździć na desce.
Męża poznałam w Witowie, gdzie uczyłam się jeździć na desce. To był mój pierwszy urlop od dłuższego czasu.
Dziś aktorka z wdzięcznością patrzy na wspólnie spędzone lata. Nie ukrywa, że zdaje sobie sprawę, jak trudno znaleźć osobę, z którą można zbudować trwały związek. Jak przyznała w rozmowie z Michałem Misiorkiem, miała w tej kwestii sporo szczęścia.
Nauczyłam się już, że szczęście lubi ciszę. Cieszę się, że spotkałam na swojej drodze kogoś, z kim nadaję na tych samych falach i od tylu lat dzielę życie. W dzisiejszych czasach nie jest to łatwe. Znam tyle wspaniałych samotnych kobiet, które marzą o miłości i poznaniu bratniej duszy. Mnie się to udało. Stworzyliśmy dom, założyliśmy rodzinę i jest nam ze sobą bardzo dobrze.
Anna Guzik zdradziła kulisy zaręczyn. Wszystko wydarzyło się na scenie
Szczególnie zaskakująca historia wiąże się z oświadczynami. Wojciech, mąż aktorki, postanowił wykorzystać wyjątkową okazję i poprosić ją o rękę w trakcie spektaklu "Singielka". Wszedł na scenę pod koniec przedstawienia, a sytuacja była na tyle niecodzienna, że część publiczności nie od razu zorientowała się, że nie ogląda już elementu teatralnej fabuły.
[Zrobił to - przyp. red.] jeszcze w trakcie. Wojtek wszedł na scenę pod koniec spektaklu. Zastanawiałam się, czy widzowie połapią się, że to nie jest już element spektaklu. Niektórzy byli skonfundowani.
Jak się okazuje, zanim doszło do tej chwili, pojawiły się sygnały, że wieczór może potoczyć się inaczej niż zwykle. Aktorka wspominała, że zarówno dyrektor teatru, jak i reżyser niespodziewanie życzyli jej udanego spektaklu. Wówczas nie wiedziała jeszcze, co się za tym kryje.
Dostawałam różne znaki, które świadczyły o tym, że coś tego wieczoru się wydarzy. Zadzwonił do mnie dyrektor teatru i powiedział, że życzy mi miłego spektaklu. Potem to samo zrobił reżyser. Zastanawiałam się, o co im chodzi. Czułam jakiś podstęp. Później jednak zrozumiałam, w czym rzecz. "Singielka" już zapisała się w mojej historii życia, a ta przygoda wciąż trwa.