- Co Marek Włodarczyk zdradził na temat kulis "Kryminalnych"?
- Kogo grał Marek Włodarczyk w "Kryminalnych"?
Marek Włodarczyk wspominał plan "Kryminalnych"
Serial "Kryminalni", który zadebiutował na antenie TVN w 2004 roku, szybko stał się jedną z najbardziej kultowych produkcji kryminalnych w Polsce. Widzowie pokochali historię zespołu śledczych, a zwłaszcza charyzmatycznego komisarza Adama Zawadę. Marek Włodarczyk przyznał, że praca na planie wymagała ogromnego zaangażowania i często realizowana była bez kompromisów.
W tych bardzo trudnych - tak, ale z reguły wszystko robiliśmy sami. Pamiętam, że jak pokazywałem kolegom z Niemiec, w jaki sposób nagrywamy sceny pościgów, to łapali się za głowy. Pytali, skąd mamy tak ogromne budżety na realizację takich scen. (śmiech) Tam, żeby nakręcić coś takiego, trzeba mieć zezwolenie miasta, musi zostać wyłączona cała ulica i jedynie kaskaderzy mogą siedzieć w samochodach. A my wszystko robiliśmy w normalnych, ulicznych warunkach- wspomniał aktor, mówiąc o kulisach kręcenia "Kryminalnych".
Aktor podkreślił, że przez cztery lata zdjęć nie doszło do żadnego poważnego wypadku. Jedyny incydent wydarzył się podczas sceny pościgu samochodowego w trudnych warunkach pogodowych, gdy, na prośbę reżysera, jechał coraz szybciej. Auto wpadło w poślizg i uderzyło w słup, ale na szczęście skończyło się jedynie na drobnych uszkodzeniach pojazdu.
I proszę sobie wyobrazić, że przez cztery lata nie doszło do żadnego wypadku. Jeden jedyny raz uderzyłem w słup. Na drodze było ślisko, padał śnieg, a reżyser przy którymś dublu poprosił, żebym pojechał ostrzej. "Jeszcze ostrzej?" – zapytałem go ze zdziwieniem. On potwierdził. Przy następnej próbie dodałem więcej gazu, wyleciałem z drogi i lekko obtarłem samochód. Na szczęście, nic mi się nie stało- opowiedział Marek Włodarczyk redakcji cozatydzien.pl.
Niewiele brakowało, a Marek Włodarczyk utopiłby się na planie "Kryminalnych"
Najbardziej niebezpieczna sytuacja miała miejsce podczas kręcenia odcinka na Malcie. Fabuła przewidywała, że bohater grany przez Marka Włodarczyka wpada do wody po silnym uderzeniu. Aby scena wyglądała realistycznie, aktora dociążono kamieniem, a następnie — gdy to okazało się niewystarczające — dodatkowym ołowiem.
Nie pamiętam, czy ktoś postrzelił Zawadę, czy dał mu w łeb, ale chodziło o to, żebym wpadł do wody. Przywiązano do mnie kamień i wrzucono mnie do morza. Raz, drugi, trzeci. Ale ciężar był za mały i za szybko wypływałem na powierzchnię. Operator Marek Traskowski, który robił podwodne zdjęcia, powiedział, że nie da rady nagrać, jak leżę na dnie. Ktoś wpadł na pomysł, żeby obciążyć mnie ołowiem. Gdy kolejny raz wrzucono mnie do wody, poleżałem chwilkę na dnie i o własnych siłach wstałem. Później powtórzyłem do kilka razy- wspominał Marek Zawada.
Początkowo wszystko przebiegało zgodnie z planem, jednak przy kolejnej próbie ciało aktora odmówiło posłuszeństwa. Włodarczyk nie był w stanie się ruszyć ani wypłynąć na powierzchnię. Sytuację w porę zauważył operator kamery, który natychmiast zaalarmował ekipę. Aktora szybko wyciągnięto z wody. Jak sam przyznał, niewiele brakowało, a doszłoby do tragedii i to w miejscu, gdzie woda miała zaledwie około metra głębokości.
Ekipa była więc przyzwyczajona, że świetnie daję sobie radę i nie potrzebuję pomocy. Gdy zakończyliśmy próby, dodano mi jeszcze trochę ołowiu, żeby moje tonięcie wyglądało efektowniej. Padła komenda: "Kamera, akcja!", wpadłem do morza i, ku mojemu zdziwieniu, nie byłem w stanie się ruszyć. Próbowałem wstać tak, jak wcześniej, ale nie mogłem. Nie wiedziałem, co się dzieje. Dopiero gdy operator zauważył, że nie wypływam, ktoś z ekipy mnie wyciągnął. Niewiele brakowało, a utopiłbym się na planie "Kryminalnych". I to miejscu, w którym woda miała metr głębokości- podsumował.
Czytaj też: Elegancja na talerzu. Mini tartaletki z gruszką, Gorgonzolą DOP dolce i karmelizowaną cebulką
Autorka/Autor: MO
Źródło zdjęcia głównego: mwmedia