Edyta Zając zaczęła karierę w modelingu, gdy była jeszcze w gimnazjum
Edyta Zając zaczęła pracę w modelingu, gdy była jeszcze w drugiej klasie gimnazjum. Jako nastolatka zawsze stawiała naukę na pierwszym planie, jednak praca była dla niej dość wymagająca czasowo. Mimo to rówieśnicy i nauczyciele zawsze bardzo ją wspierali.
Byłam zawsze wzorową uczennicą, w podstawówce, w gimnazjum, zawsze miałam czerwony pasek, bardzo dobrze się uczyłam. Kiedy zaczęłam pracę jako modelka, moje pierwsze wyjazdy to były takie wyjazdy dwumiesięczne, więc znikałam. W gimnazjum wszyscy wiedzieli i bardzo mi kibicowali. Chociaż to była dla nich taka nowość, coś, z czym się wcześniej nie spotkali- powiedziała Edyta Zając.
W rozmowie z Anną Pawelczyk-Bardygą modelka wyznała, że wszystko zaczęło się komplikować, gdy nadszedł czas wyboru szkoły średniej.
- Taki moment najtrudniejszy dla mnie to było przejście z gimnazjum do liceum. Trzeba było wybrać nową szkołę, nowe znajomości, nowi rówieśnicy, nowi nauczyciele. To był taki moment w mojej karierze modelingowej, kiedy podpisałam kontrakt z międzynarodową agencją Next w Nowym Jorku i miałam tam polecieć. Wiedziałam, że też troszeczkę mnie nie będzie. To był trudny moment, bo z jednej strony edukacja, na którą duży nacisk nakładali moi rodzice. Moja mama zawsze mi mówiła: "Pamiętaj, wiecznie modelką nie będziesz. Musisz mieć plan B, odkładaj pieniądze, żebyś zawsze była zabezpieczona", za co ogromnie moim rodzicom dziękuję. Oni sprawili, że jestem niezależna pod każdym względem [...] - wspominała Edyta Zając.
Edyta Zając w liceum ukrywała, że jest modelką
Edyta Zając w szkole średniej nie powiedziała, że pracuje jako modelka. Ze względu na pracę musiała jednak dużo wyjeżdżać i w tym czasie kłamała, że jest chora. O tym, dlaczego naprawdę jej nie ma szkole, nie wiedzieli ani jej rówieśnicy, ani też nauczyciele. Prawdę znała tylko jedna koleżanka.
Moi rówieśnicy w gimnazjum wiedzieli, natomiast do pierwszej klasy liceum poszłam, nie mówiąc, czym się zajmuję. To było dosyć trudne, bo uchodziłam za bardzo chorowitą uczennicę. Nie umiem kłamać, nie lubię tego robić i było mi trudno. Nie chciałam powiedzieć, że jestem modelką, bałam się, że to będzie odebrane w taki sposób, że się przechwalam albo, że nie chce mi się, że sobie wyjeżdżam. I faktycznie przez pierwszy rok liceum nikt nie wiedział, poza jedną moją koleżanką- mówiła Edyta Zając w rozmowie z Anną Pawelczyk-Bardygą.
Modelka dodała, że właśnie ze względu na wymagającą czasowo pracę po zakończeniu pierwszej klasy liceum przeniosła się do prywatnej szkoły. Tam już na wstępie musiała wyjaśnić, czym się zajmuje.
- Po pierwszym roku, kiedy już naprawdę bardzo dużo mnie nie było, miałam spore zaległości i bardzo mnie to też stresowało, stwierdziliśmy wspólnie z rodzicami, że przeniosę się do prywatnej szkoły. To był bardzo śmieszny moment, bo musiałam pójść na spotkanie z dyrektorem i opowiedzieć: "Dzień dobry, nazywam się Edyta Zając, jestem modelką, sporo mnie nie będzie...". Głupio mi było w ogóle takie rzeczy mówić - wspominała gwiazda.
Edyta Zając przez pracę musiała zmienić szkołę i nie poszła na własną studniówkę
Edyta Zając stresowała się przenosinami do nowej szkoły, jednak dziś z perspektywy czasu bardzo dobrze wspomina tamten okres swojego życia. Gwiazda wyznała bowiem, że doświadczyła ogromnego wsparcia ze strony grona pedagogicznego.
- Bardzo dobrze wspominam ten czas, bo dużo mi dał. Edukacja w prywatnej szkole zawsze wydawała mi się taka, że nie trzeba się dużo starać, a to wcale nieprawda. Na pewno dużym plusem było to, że moi profesorowie, moi nauczyciele dawali mi dużo wsparcia. Wszystko musiałam mieć zaliczone, ale oni rozumieli, że na przykład potrzebuję na to dodatkowych dwóch dni. Taryfa ulgowa była, ale w takich oczywiście dobrych ramach. Mogłam wrócić do swojej normalności i przychodzić do szkoły jak normalny uczeń - mówiła Edyta Zając.
Modelka zdradziła także, jak na jej pracę zareagowali inni uczniowie z nowej szkoły:
Moi koledzy i koleżanki też mieli świetne podejście, bo kiedy na lekcji potrafił zadzwonić mi telefon, śmiali się ze mnie: "Armani czy Dolce Gabbana?" (śmiech). Oni oczywiście sobie ze mnie żartowali, ale w taki bardzo pozytywny sposób.
Bycie modelką to dla wielu młodych dziewczyn spełnienie najskrytszych marzeń, za którymi niestety stoi też wiele wyrzeczeń. Edyta Zając przekonała się o tym na własnej skórze. Przez pracę nie była na własnej studniowce, a po maturze od razu wyleciała za granicę, na kolejny kontrakt.
Bardzo dobrze wspominam te lata liceum. Niestety nie zdążyłam się nawet dobrze pożegnać, bo po maturze wyleciałam do Paryża. Tak naprawdę nie byłam na żadnym takim spotkaniu klasowym. To był taki fajny czas i odskocznia od tego pędu i tej pracy. Chociaż cały czas to uwielbiałam, to też kosztowało mnie wiele wyrzeczeń. Nie byłam na swojej studniówce- zakończyła Edyta Zając.
Autorka/Autor: Anna Pawelczyk-Bardyga
Źródło zdjęcia głównego: MWMEDIA