Andrzej szczerze o życiu po "Hotelu Paradise". "Zacząłem wątpić, czy ktoś chce mnie, czy moje pięć minut" [TYLKO U NAS]
Jasna deklaracja: "Jestem singlem"
Dla wszystkich tych, którzy zastanawiali się, czy serce Andrzeja jest zajęte, uczestnik ma jasną odpowiedź. Nie ukrywa jednak, że brakuje mu bliskości i chciałby to zmienić.
"Jestem singlem. Chciałbym się z kimś spotykać, ale... poznawanie kogoś teraz jest dla mnie trudne" – wyjaśnił Andrzej.
Okazuje się, że ciągłe intrygi, pakty i analizowanie zachowań innych w programie zostawiły w nim ślad, który daje o sobie znać w normalnym życiu. Andrzej przyznaje, że łapie się na tym, iż podświadomie przenosi hotelowe mechanizmy na nowo poznawane osoby.
"Czasami człowiek znowu zaczyna wracać troszkę do hotelu i zastanawia się, czy ludzie mają takie czyste intencje. U mnie każdy ma czyste konto" – zapewnia, choć zaraz potem dodaje, że rzeczywistość brutalnie zweryfikowała jego podejście.
Gorzkie rozczarowanie po programie
Najbardziej uderzające w wyznaniu Andrzeja jest to, że zdążył już doświadczyć nieszczerości ze strony ludzi, którzy pojawili się wokół niego wyłącznie ze względu na jego aktualną popularność.
"Spotkało mnie po hotelu kilka takich sytuacji, w których zacząłem wątpić, czy ktoś po prostu chce mieć ze mną kontakt, bo widzi mnie takiego, jakim jestem, czy chce mieć ze mną kontakt dlatego, że mam swoje pięć minut po prostu" – podsumował ze smutkiem uczestnik.
Wygląda na to, że cena za rozpoznawalność bywa naprawdę wysoka. Choć Andrzej jest gotowy na nową miłość, znalezienie dziewczyny, która pokocha go za to, kim jest, a nie za to, że pojawia się na ekranie, będzie wymagało czasu i dużej ostrożności.