- Jak poznali się Zbigniew i Krystyna Wodeccy?
- Ile dzieci miał Zbigniew Wodecki?
- Kidy zmarł Zbigniew Wodecki?
Jak poznali się Zbigniew Wodecki i Krystyna Wodecka?
Był rok 1969. W krakowskiej Piwnicy pod Baranami rozbrzmiewał koncert Ewy Demarczyk. Na skrzypcach towarzyszył jej chudy, 20-letni muzyk — Zbigniew Wodecki. Dziś artysta należy do ikon polskiej muzyki, jednak wtedy dopiero zaczynał swoją karierę muzyczną. To wtedy, z wysokości sceny, dostrzegł ją — studentkę geologii, Krystynę. Zagrał tak intensywnie, że pękły wszystkie struny w jego instrumencie. Sam wspominał, że potraktował to jako znak.
Kilka miesięcy później, kolega Krystyny Wodeckiej kompozytor, Zbigniew Konieczny przedstawił ich sobie osobiście. Znajomość przerodziła się w uczucie, które rozwinęło się błyskawicznie. Już w czerwcu 1971 roku młodzi stanęli na ślubnym kobiercu. Ich wesele w kamienicy przy Kapucyńskiej zgromadziło krakowską bohemę — artystów, poetów i muzyków, którzy świętowali początek ich wspólnej drogi.
Kamienica, w której odbyło się wesele, była pierwszym domem Wodeckich. Skromne mieszkanie z drewnianym balkonem oplecionym różami stało się również inspiracją do skomponowania jednego z najlepszych utworów artysty. To właśnie tam powstała muzyka do "Lubię wracać tam, gdzie byłem".
O napisanie tekstu Zbigniew Wodecki poprosił swojego przyjaciela Wojciecha Młynarskiego. Ten poruszony nostalgicznym brzmieniem melodii, stworzył niezapomniane dziś słowa piosenki. Malutkie skromne mieszkanie zostało w pamięci nie tylko państwa Wodeckich, lecz także całego grona ludzi, którzy bez wahania potrafią zaśpiewać tekst piosenki. Utwór sprawił, że ten etap ich życia na zawsze został zapisany w historii polskiej muzyki.
Krystyna Wodecka świadomie została w domu
Wodeccy w krótkim czasie zostali rodzicami trójki dzieci: Joanny, Katarzyny i Pawła. Krystyna Wodecka postanowiła poświęcić się domowi, aby zapewnić rodzinie stabilne oparcie i jednocześnie dać mężowi przestrzeń do rozwijania kariery artystycznej. Jak to często bywa, u boku wielkich twórców stoi ciche, ale niezastąpione wsparcie ich żon. Mimo to nie była "panią domu" w stereotypowym znaczeniu. Angażowała się w życie kulturalne Krakowa, otaczała się artystami i intelektualistami, a jednocześnie konsekwentnie trzymała się z dala od blasku fleszy.
Zbigniew Wodecki, który spędzał długie miesiące w trasach koncertowych, często żartował, że ich związek przetrwał tak długo właśnie dzięki jego częstym nieobecnościom. On — dusza towarzystwa i sceny, ona — opoka i cicha siła rodziny. Dwoje ludzi o różnych charakterach, którzy potrafili stworzyć harmonijną całość.
Ostatnie chwile Zbigniewa Wodeckiego
Kiedy w maju 2017 roku muzyk przeszedł poważną operację serca, która zakończyła się komplikacjami, Krystyna Wodecka nie opuściła go ani na chwilę. Czuwała przy jego łóżku w warszawskim szpitalu aż do dnia, w którym odszedł - 22 maja 2017 roku. Był dla niej miłością życia, a ona dla niego - "aniołem cierpliwości".
Krystyna Wodecka dba o dziedzictwo męża
Po śmierci męża Krystyna Wodecka nie wycofała się z życia publicznego. Zamiast tego aktywnie wspiera inicjatywy artystyczne i kulturalne w Krakowie. Angażuje się w koncerty i wydarzenia upamiętniające Zbigniewa Wodeckiego, wspiera młodych twórców i dba, by muzyka jej męża trafiała do kolejnych pokoleń.
Jej obecność na festiwalach, w fundacjach i przy projektach związanych z twórczością artysty sprawia, że spuścizna Zbigniewa Wodeckiego wciąż żyje - nie tylko w nutach, ale i w sercach ludzi.
Historia Zbigniewa i Krystyny Wodeckich to opowieść o wielkiej namiętności, cierpliwości i wzajemnym szacunku. On - artysta, który kochał scenę, ona - kobieta, która kochała jego. Razem przeżyli niemal pięć dekad, a ich miłość została uwieczniona w jednej z najpiękniejszych polskich piosenek.
Dziś Krystyna Wodecka, stojąc z boku, ale zawsze z sercem na pierwszym planie, dba o to, by pamięć o jej mężu była żywa. Bo ich historia - choć zamknięta w czasie - trwa dalej w muzyce, w Krakowie i w ludziach, którzy nucą "Lubię wracać tam, gdzie byłem".
Autorka/Autor: Monika Olszewska
Źródło zdjęcia głównego: Getty Images