Zespół The Who pod wrażeniem talentu Joanny Sarapaty
Choć dziś może się to wydawać bajką, Joanna Sarapata – polska artystka o niezwykłej wrażliwości i paryskim sznycie – naprawdę sprzedała swoje prace legendom światowej sceny muzycznej. A wszystko zaczęło się… od przypadku, odrobiny śmiałości i, jak się okazuje, porannego szampana.
Były lata, kiedy Joanna Sarapata mieszkała w stolicy sztuki – Paryżu. Właśnie tam, nieopodal Pola Elizejskich, dyrektor ekskluzywnego hotelu dał jej znać, że ktoś wyjątkowy pragnie się z nią spotkać. Tym kimś okazała się legendarna brytyjska kapela The Who. Malarka zrezygnowała z wieczornego koncertu zespołu, ale zgodziła się na wspólne śniadanie następnego dnia. Był tylko jeden problem – nie miała pojęcia, jak wyglądają członkowie zespołu.
"Głupio mi było tam iść i nie wiedzieć, jak oni wyglądają, więc szybko poleciałam do sklepu obok i kupiłam ich płytę CD" - wspomina z rozbrajającą szczerością w rozmowie z VIVA.pl artystka.
Z krążkiem w dłoni ruszyła do hotelowej restauracji, próbując dopasować twarze ze stolików do tych z okładki… bez powodzenia. Dopiero telefon do znajomego dyrektora rozwiał wątpliwości:
"No przecież siedzą przed nami. Po prostu na okładce krążka mają po 20 lat, a teraz mają po 60" - przekazał jej dyrektor hotelu.
Malarka wspomniała, że muzycy przywitali się z nią w miły i pełen szacunku sposób, a po wspólnym posiłku dokonali zakupów.
"Powiedzieli mi wtedy: 'słuchaj, kupujemy obraz teraz, bo kiedyś nas nie będzie na niego stać'. To było super" - powiedziała w rozmowie z VIVA.pl.
Obrazy polskiej artystki zachwyciły legendy światowej muzyki
Wśród klientów Joanny Sarapaty znalazł się też nie kto inny, jak sam Elton John – choć pierwszy kontakt artystka nawiązała z jego menedżerem, legendarnym Johnem Reidem. Cała scena rozegrała się w luksusowym butiku Cartiera w Saint-Tropez, gdzie Joanna Sarapata pracowała przy aranżacji witryn. I wtedy pojawił się on – nieogolony, z nogą w gipsie, dzierżący puszkę piwa. Nie wyglądał jak typowy klient Cartiera.
"Pomyślałam, że wpuszczę go, bo z nogą w gipsie nie ucieknie" - śmieje się Joanna Sarapata, wspominając spotkanie w rozmowie z serwisem VIVA.PL. I całe szczęście, bo ten poranek miał się okazać dla niej finansowym strzałem w dziesiątkę.
"On mnie zapytał, czy mam Don Perignon. Miałam, ale była 9 rano. A on mówi: 'otwieraj, napijemy się, bo chcę tutaj zrobić duże zakupy'" - opowiada w tym samym wywiadzie artystka.
Uległa, toast został wzniesiony, a po nim – ogromne zamówienie u Cartiera. Właśnie wtedy Reid zwrócił uwagę na jeden z obrazów Joanny. Kiedy usłyszał, że to jej dzieło, bez wahania je kupił i zapowiedział, że nazajutrz zjawi się z Eltonem Johnem. Obietnicy dotrzymał.
"To było niesamowite. Ale wtedy byłam młoda, nie zdawałam sobie sprawy, że kiedyś będzie epoka internetu, bo tak to bym sobie zrobiła z Eltonem zdjęcie i miała dziś na nim kilka milionów wejść. Ale wszystko mam w głowie i w sercu” – wspomina z nutką nostalgii.
A jakby tego było mało – na liście kolekcjonerów jej sztuki pojawia się także... Michael Jackson.
Historia jego zakupu jest równie osobliwa, co tajemnicza.
"Zwrócił się (dyrektor hotelu, przyp. red.) do mnie tak: 'nie mogę ci powiedzieć, kto chce kupić twój obraz – ten jeden z wystawionych w hotelu – ale autor by chciał, żebyś domalowała na nim skrzydła…' - relacjonuje artystka w rozmowie z VIVA.pl.
Jak widać, światowej sławy muzycy nie tylko kochają dźwięki, ale i… polską sztukę. A Joanna Sarapata? Dziś może z dumą opowiadać o tych spotkaniach, które były jak z filmu – tylko że wydarzyły się naprawdę.
Autorka/Autor: Aleksandra Głowińska
Źródło zdjęcia głównego: MWMEDIA