Jan Himilsbach mógł podbić Hollywood, ale nie znał angielskiego. Jego historia skrywa mnóstwo tajemnic

Jan Himilsbach i Zdzisław Maklakiewicz w filmie "Jak to się robi" z 1974 roku
Daniel Olbrychski na Dwóch Brzegach
Jan Himilsbach jest jedną z tych postaci, o których — choć wiadomo wiele — wciąż niewiele wiadomo. Wszystko dlatego, że aktor lubił zaginać rzeczywistość. Nawet jego najbliżsi nie mają pewności, czy to, co o nim wiedzą, było prawdziwe, czy wymyślone...

Jan Himilsbach. Człowiek-tajemnica

Janowi Himilsbachowi wróżono wielką karierę w Hollywood. Albo on sam sobie ją wywróżył, opowiadając, że proponowano mu rolę, której nie przyjął, bo nie chciał się uczyć angielskiego. Ale od początku.

Jan Himilsbach budzi ciekawość od zawsze, bowiem nawet data jego urodzin owiana jest tajemnicą. Źródła podają dwie daty początek maja i koniec listopada — obie tego samego, 1931, roku. Co ciekawe — źródła wskazują, że aktor miał urodzić się 31 listopada. Warto tu wskazać, że listopad ma... 30 dni. Sam artysta nigdy nie zdecydował się na sprostowanie tych danych. Niektórzy nawet twierdzą, że na tajemnicy zbudował swoją legendę.

Aktor twierdził, że pochodził z rodziny żydowskiej, a wojnę udało mu się przetrwać dzięki kryjówce na cmentarzu. Ale to tylko jedna z wersji, którą Jan Himilsbach przedstawiał podczas rozmów. Każda kolejna historia z jego dzieciństwa różniła się na tylu płaszczyznach, że niektórzy zaczęli posądzać go o wymyślanie ich na poczekaniu.

Co wiadomo na pewno? Został ochrzczony w 1943 roku. To potwierdzają dokumenty i wszystko wskazuje na to, że jego dzieciństwo nie było usłane różami. Pochodził najprawdopodobniej z ubogiej rodziny i nie stronił od łobuzerki. W wieku 16 lat został aresztowany po raz pierwszy. Niedługo później trafił do zakładu poprawczego w Szubinie. To właśnie tam wyuczył się zawodu kamieniarza i za dobre sprawowanie mógł pracować w strzegomskim kamieniołomie.

Jan Himilsbach wyznał, że zanim zaczął parać się aktorstwem, pracował jako grabarz, piekarz, kamieniarz i górnik.

Jedną z najczęściej powtarzanych anegdot związanych z uprawianymi zawodami przez Himilsbacha, jest ta o grabarzu. Leszek Płażewski po latach wspominał aktora jako postać jedyną w swoim rodzaju — niezwykłą, ale też bardzo osobliwą. Jego wspomnienia spisał Ryszard Abraham, przytaczając sytuację, jak Himilsbach, przez pewien czas mieszkając u niego, podziękował 80-letniej babci gospodarza słowami:

"Jak ci zrobię grób, to będziesz miała w nim jak w niebie".

Jan Himilsbach i Zdzisław Maklakiewicz w filmie "Jak to się robi" z 1974 roku
Jan Himilsbach i Zdzisław Maklakiewicz w filmie "Jak to się robi" z 1974 roku
Źródło: EAST NEWS, wykorzystanie jednokrotne 

Jan Himilsbach, czyli studia anegdot bez dna

Nazwisko Jana Himilsbacha kiedyś było rozpoznawalne niemal przez każdego, bez względu na pochodzenie czy status społeczny. Mówiono o nim, że należał do nielicznego grona ludzi, którzy potrafili znaleźć wspólny język zarówno z prostymi robotnikami, jak i z wykształconymi elitami. Sam zdawał się być zawieszony pomiędzy tymi światami — pasował do wszystkich środowisk, a jednocześnie do żadnego w pełni nie przynależał. Choć uchodził za zdolnego aktora i pisarza, jego stosunek do życia był dość beztroski: nie odmawiał sobie alkoholu, przez pewien czas nie miał własnego lokum, nocował u znajomych i przyjaciół, a po warszawskich ulicach błąkał się o różnych porach dnia i nocy.

Raz, gdy Płażewski pochwalił się zakupem materiału na nowy garnitur i planami kupienia pidżamy, Jana Himilsbacha ogarnęła fala nieprzyjemnych wspomnień.

"Raz jeden miałem pidżamę" — opowiadał. — "Nie ma, k***a, dziadu, gorszej rzeczy niż pidżama. Normalnie jest tak. Popijesz sobie, padniesz i zapomnisz o wszystkim. Potem wstajesz rano i zaraz możesz iść dalej. Raz jeden w życiu napiłem się w pidżamie. Następnego dnia rano wyszedłem na ulicę ubrany tylko w pasiastą pidżamę" — relacjonował w typowy dla siebie, bezpośredni sposób.

Chociaż wielu spędziło z nim mnóstwo czasu, niektórzy przyznawali, że trudno było rozstrzygnąć, które z jego opowieści były prawdą, a które tylko barwną konfabulacją.

Jan Himilsbach - aktor-kamieniarz i jego legendarne role

Największą popularność przyniosła Himilsbachowi rola Józia w kultowym "Rejsie", choć nie każdemu film przypadł do gustu. Sam aktor opowiadał, że jego ojciec ocenił produkcję bezlitośnie, mówiąc, że to "zbiór wariatów latających po ekranie".

Udział w "Rejsie", gdzie występował u boku Zdzisława Maklakiewicza, otworzył mu drogę do kolejnych ról. Przyjaźń z Maklakiewiczem zaowocowała wspólnymi występami w takich filmach jak "Wniebowzięci" czy "Jak to się robi".

Choć pojawiły się także propozycje zagraniczne, Himilsbach szybko je odrzucił. Jak sam wyjaśniał, wymóg nauczenia się języka angielskiego był dla niego nie do przyjęcia:

"Jeszcze się okaże, że jednak nie będę im pasował do tego filmu... I zostanę z tym angielskim jak ch*j" — podsumował, pozostając wiernym swojej niepowtarzalnej filozofii życia.

Mimo że nie zrobił międzynarodowej kariery, na trwałe zapisał się w historii polskiego kina i w pamięci widzów. Jego niezwykła osobowość, bezpretensjonalność i celne, choć często surowe wypowiedzi, do dziś budzą szacunek i sympatię.