Wspomnienia uczestników z 3 odcinka MasterChef - Mikołaj Rey

"MasterChef" - odcinek 3
"MasterChef" - odcinek 3

MIKOŁAJ REY

Do udziału w programie namówiła mnie moja żona. Początkowo uważałem, że nie jest to najlepszy pomysł. Wakacje planowałem spędzić we Francji. Poza tym sam udział w programie telewizyjnym nie wydawał mi się zbyt atrakcyjny. Żona jednak ciągle nalegała, żebym spróbował. W końcu, po 10 dniach, stwierdziłem że może i jest to dla mnie jakaś szansa, że może coś pozytywnego z tego wyjdzie...I z tą nadzieją w sercu pojawiłem się na castingu w Krakowie.

Ponieważ nigdy nie oglądałem żadnej wersji Masterchef, nie miałem pojęcia co mnie czeka. Owszem, wiedziałem, że biorę udział w programie o gotowaniu, ale nic więcej! Okazało się, że udział w programie wiązał się z ciężką pracą. Jeden odcinek, który w telewizji trwa 46 min, wymagał 2 dni ciężkiej pracy od rana do nocy i długiego czekania! Uczestnicy, ekipa, nawet sami jurorzy rekompensowali jednak wszystko. Tak, tak…nawet jury:) a szczególnie Chef Michel Moran, który po nagraniu rozmawiał z nami o potrawach, które przygotowywaliśmy w programie, wytykał błędy, ale również klepał po ramieniu, gdy widział, że ktoś tego potrzebuje i motywował do działania.

W 3 odcinku najbardziej przeraziła mnie nie tyle sama cebula, co jej ilość! Choć zazwyczaj nie mam problemów z jej krojeniem, to jednak obawiałem się tego, że będą kazali nam skroić całą ciężarówkę! Bałem się również tego, że nie będzie końca łzom, które popłyną w trakcie siekania. Na szczęście okazało się, że na krojenie cebuli mamy tylko, albo ażJ, 2 godziny, a sama cebula była dla nas na tyle łaskawa (mało agresywna odmiana), że obyło sie bez płaczu;-) Zapach cebuli utrzymywał się jednak na mojej skórze przez kolejne 24 godziny!

Mikołaj Rey
Mikołaj Rey

Podczas krojenia cebuli zacząłem nabierać pewności siebie. Rodziła się już wtedy we mnie myśl, że może uda mi się dostać do finałowej 14tki (tak naprawdę czułem, że jestem stworzony do tego programu już po castingachJ). Po jajku miałem już prawie 100procentową pewność, że się uda! Moje jajko wyglądało przecież rewelacyjnie! Mój sukces zawdzięczam jednak Dąbrówce Król, która w trakcie konkurencji pomogła mi obsłużyć kuchenkę indukcyjną. Gdyby nie ona, nie przeszedłbym dalej.

Dąbrówka, DZIĘKUJĘ!

Źródło: TVN / M.Łupina

podziel się:

Pozostałe wiadomości